AGF Aarhus jeszcze chwilę temu było dla polskiego kibica symbolem świeżej traumy. Duńczycy potrafili odrobić trzy gole przy Bułgarskiej i wyrzucić Lecha po karnych. Teraz sami zobaczyli, jak wygląda wieczór, w którym wszystko zaczyna się sypać naraz.
Sabah Baku przegrał pierwszy mecz 1:2, ale w rewanżu zrobił z AGF tło. 4:0, 5:2 w dwumeczu i awans do decydującej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Co ważne z naszej perspektywy, pełne 90 minut rozegrał Tymoteusz Puchacz. Bez gola, bez asysty, za to z czymś znacznie cenniejszym: realną szansą na fazę ligową Champions League.
Najbardziej przewrotne jest to, że Aarhus jeszcze niedawno wyglądało na ekipę odporną na chaos. Lech przekonał się o tym boleśnie, choć po wygranej 4:1 w Danii wydawało się, że temat został zamknięty. Dziś tamten dwumecz wygląda jeszcze bardziej absurdalnie. Sabah nie potrzebował dogrywki, cudów ani serii karnych. Po prostu w drugiej połowie nacisnął i rozebrał Duńczyków na części.
Dla Puchacza to może być bardzo ważny moment. Polak od lat szuka miejsca, w którym nie będzie jedynie nazwiskiem do rotacji. W Baku dostał teraz przede wszystkim to, czego piłkarz potrzebuje najbardziej: 90 minut w meczu o konkretną stawkę i awans na wyciągnięcie ręki.
Więcej o europejskich pucharach: Golero – Puchary.
Źródło: Meczyki.pl
