Włoska federacja długo szukała nowego otwarcia, aż w końcu znalazła… człowieka, który już tam był. Roberto Mancini ponownie został selekcjonerem reprezentacji Włoch, a Claudio Ranieri ma objąć stanowisko dyrektora technicznego. Jeśli ktoś szukał symbolu obecnego stanu calcio, to właśnie go dostał.
Jeszcze kilka tygodni temu wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Nowy prezes FIGC Giovanni Malagò zatrudnił Paolo Maldiniego, obok pojawił się Leonardo, rozpoczęło się wielkie układanie włoskiej piłki od nowa. Brzmiało poważnie. Maldini wytrzymał szesnaście dni.
Poszło o wybór selekcjonera. Pep Guardiola grzecznie podziękował, więc Maldini mocno naciskał na Andreę Pirlo. Federacja kandydaturę zablokowała z powodu jego biznesowych powiązań z rosyjskim bukmacherem. Maldini i Leonardo trzasnęli drzwiami, a FIGC została z kolejnym pożarem do ugaszenia.
I wtedy z szafy wyciągnięto Manciniego. Facet, który w 2021 roku zdobył z Włochami mistrzostwo Europy, dwa lata później odszedł w atmosferze konfliktu i chwilę później wylądował w Arabii Saudyjskiej. Teraz wraca jako strażak, choć przecież część obecnego bajzlu sama pamięta jeszcze z jego pierwszej kadencji.
Tyle że Włosi nie są dziś w sytuacji, w której mogą kręcić nosem. Po nieudanych eliminacjach mundialu 2026 przegapili trzeci kolejny turniej mistrzostw świata. Dla czterokrotnych mistrzów globu to już nie wypadek przy pracy.
Ciekawszy od samego Manciniego może być więc Ranieri. Człowiek po siedemdziesiątce, który kilka razy kończył karierę, tylko futbol najwyraźniej nie dostał tej wiadomości. Ma odpowiadać szerzej za pion sportowy i rozwój włoskiej piłki.
Mancini ma naprawić reprezentację. Ranieri – środowisko wokół niej. Nazwiska są wielkie. Pytanie tylko, czy włoska federacja właśnie znalazła lekarstwo, czy po prostu po raz kolejny przewinęła listę kontaktów w telefonie do litery „M”.
