Jeszcze kilka dni temu wszystko wskazywało na to, że Jan Ziółkowski może zamienić Romę na Arabię Saudyjską. Teraz pojawiła się jednak opcja, która z punktu widzenia 21-letniego reprezentanta Polski wygląda znacznie ciekawiej. Do walki o stopera włączyła się Monza, która po awansie ponownie gra w Serie A.
Według Sachy Tavolieriego doszło już do pierwszych kontaktów między klubami. Problem w tym, że każda ze stron widzi ten transfer trochę inaczej. Roma chciałaby dostać za Polaka około 25 milionów euro, natomiast Monza myśli o wypożyczeniu z opcją wykupu.
I właśnie tutaj może rozbić się cała transakcja. Roma kupiła Ziółkowskiego rok temu z Legii Warszawa za około 6,6 miliona euro i nie zamierza teraz oddawać go za pół darmo. Choć Gian Piero Gasperini nie widzi dla niego miejsca w podstawowej rotacji, Włosi doskonale wiedzą, że nadal mają do czynienia z młodym reprezentantem kraju, którego wartość może jeszcze mocno wzrosnąć.
Arabia da pieniądze, Monza może dać minuty
Al-Qadsiah zapewne może przebić finansowo większość europejskich ofert, ale w wieku 21 lat wyjazd do Arabii nie musi być najlepszym ruchem sportowym. Zwłaszcza dla środkowego obrońcy, który dopiero zaczyna poważną karierę na Zachodzie.
Monza wygląda pod tym względem zupełnie inaczej. Beniaminek Serie A prawdopodobnie nie będzie walczył o europejskie puchary, ale może zaoferować Polakowi rzecz, której obecnie najbardziej potrzebuje: regularną grę. W pierwszej kolejce zespół Ivana Juricia dostał 1:4 od Interu, więc trudno uwierzyć, żeby wzmocnienie defensywy było tam traktowane jako luksus.
Dla Ziółkowskiego oznaczałoby to również brak kolejnej rewolucji. Zostałby we Włoszech, zna już ligę, język, styl gry i specyfikę Serie A, a zamiast siedzenia na ławce w Rzymie dostałby szansę rozegrania pełnego sezonu.
To może być znacznie cenniejsze niż kolejny rok w większym klubie spędzony na czekaniu.
Legia też będzie patrzeć na negocjacje
Sprawie przyglądać może się również Legia Warszawa. Przy sprzedaży Ziółkowskiego do Romy stołeczny klub zabezpieczył sobie 10 procent od zysku z kolejnego transferu.
Gdyby Roma rzeczywiście sprzedała stopera za kwotę zbliżoną do obecnych oczekiwań, przy Łazienkowskiej pojawiłyby się kolejne konkretne pieniądze. Przy samym wypożyczeniu sytuacja wygląda oczywiście inaczej – Legia musiałaby poczekać na ewentualne późniejsze uruchomienie opcji wykupu.
Na razie właśnie pieniądze wydają się największą przeszkodą. Monza chce ograniczyć ryzyko, Roma chce zarobić na zawodniku, którego kupiła zaledwie rok temu.
Z punktu widzenia Ziółkowskiego najważniejsze powinno być jednak boisko. Po sezonie z 23 występami nie potrzebuje klubu o większej nazwie, tylko takiego, w którym będzie grał co tydzień.
Jeśli wybór rzeczywiście sprowadzi się do ławki w Romie, dużego kontraktu w Arabii i podstawowego składu w Monzy, ta trzecia opcja wcale nie wygląda najmniej atrakcyjnie.
Źródło: własne
