Kevin Keegan nie żyje. Dwukrotny zdobywca Złotej Piłki, były kapitan i selekcjoner reprezentacji Anglii zmarł w wieku 75 lat po walce z nowotworem. W ostatnich chwilach towarzyszyły mu żona oraz córki.
Keegan nie był piłkarzem, którego dało się opisać samymi statystykami. Grał na wysokiej intensywności, atakował przestrzeń i potrafił narzucić tempo całej drużynie. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że idealnie rozumiał metę swojej epoki, ale jednocześnie regularnie ją wyprzedzał.
Z Liverpoolem zdobył trzy mistrzostwa Anglii, Puchar Europy, FA Cup i dwa Puchary UEFA. Później wykonał ruch, który w latach 70. wcale nie był oczywisty: wyjechał do Hamburga. W Niemczech został mistrzem kraju i wygrał Złotą Piłkę dwa razy z rzędu, w 1978 i 1979 roku. Był jednym z pierwszych angielskich zawodników, którzy stali się globalnymi gwiazdami poza rodzimą ligą.
Jako trener pozostawił największy ślad w Newcastle. Przejął klub na zapleczu, wprowadził go do Premier League, a następnie zbudował drużynę, która w sezonie 1995/96 niemal odebrała Manchesterowi United mistrzostwo. Jego Newcastle grało odważnie, czasem wręcz ryzykownie, ale nigdy bez charakteru.
Keegan żył każdym meczem, każdą serią zwycięstw i każdym kryzysem. Właśnie dlatego kibice nie traktowali go jak kolejnej legendy z archiwalnych nagrań.
Dla nich na zawsze pozostanie „King Kev” – człowiekiem, który przywracał klubom wiarę, zanim jeszcze zaczął przywracać im wyniki. Spoczywaj w pokoju, legendo!




