Manchester United znów przebudowuje środek pola, ale tym razem przynajmniej nie udaje, że jeden transfer załatwi wszystkie problemy. Andrey Santos i Youri Tielemans już przyszli, Casemiro odszedł, a Manuel Ugarte rozwalił więzadła w kolanie i może wypaść na dłużej. W praktyce oznacza to jedno: Michael Carrick nadal potrzebuje pomocnika, który nie będzie tylko ładnie wyglądał na grafice przed meczem.
Na stole leżą dwa skrajnie różne pomysły. Eduardo Camavinga to transfer ambitny. Sander Berge – użytkowy.
Francuz ma 23 lata, potrafi wyjść spod pressingu, przyspieszyć akcję prowadzeniem piłki i przykryć kilka pozycji. W obecnym United byłby kimś więcej niż kolejnym pomocnikiem. To zawodnik, który mógłby zmienić sposób grania całej drużyny. Problem w tym, że Camavinga nie pali się do wyjazdu z Madrytu, a Manchester wielokrotnie przerabiał już historię pod tytułem: „przekonamy go pieniędzmi i projektem”. Zwykle kończyło się tak, że projekt szedł w cholerę, a pieniądze zostawały na liście płac.
Real może sprzedać Francuza za około 50–60 milionów euro, bo chce zrobić miejsce dla Rodriego. Cena brzmi podejrzanie rozsądnie, dopóki nie przypomnimy sobie, że mówimy o piłkarzu z trzyletnim kontraktem i klauzulą wynoszącą miliard euro. Tu nikt nie rozdaje prezentów.

Berge w Reprezentacji Norwegii. Zdjęcie: Getty Images
Berge to zupełnie inna bajka. Premier League zna, warunki fizyczne ma, po murawie nie biega jak zagubiony turysta. W Fulham pokazał, że potrafi utrzymać pozycję, zabezpieczyć stoperów i wygrać pojedynek bez robienia z tego wydarzenia wieczoru.
Tyle że 40 milionów funtów za 28-letniego Norwega brzmi jak podatek od zakupów w Anglii. Berge nie podniesie sufitu tej drużyny. Może za to sprawić, że przestanie ona przewracać się przy pierwszym kontrataku rywala.
