Widzew Łódź ma być blisko zakontraktowania Patricka de Pauli, 26-letniego defensywnego pomocnika, który po rozstaniu z Botafogo jest wolnym zawodnikiem. Rozmowy są zaawansowane, więc nie mówimy już o klasycznym „ktoś kogoś obserwuje”, tylko o ruchu, który może zostać domknięty jeszcze tego lata. Łodzianie zaczęli sezon od dwóch remisów i najwyraźniej uznali, że w środku pola przyda się ktoś z większym nazwiskiem niż kolejne ligowe wypełnienie kadry.
Na papierze brzmi to ciekawie. De Paula nie jest anonimowym Brazylijczykiem wyciągniętym z trzeciego poziomu rozgrywkowego po kompilacji na YouTubie. To wychowanek Palmeiras, człowiek, który jako młody chłopak strzelał decydującego karnego w finale mistrzostw stanu przeciwko Corinthians i był częścią drużyny wygrywającej Copa Libertadores. Później Botafogo zapłaciło za połowę jego praw około 6 milionów euro. Jak na realia Ekstraklasy – CV grube, może nawet za grube.
Tyle że ta historia ma też drugą stronę. W 2023 roku Brazylijczyk rozwalił lewe kolano tak poważnie, że uszkodził więzadła, obie łąkotki i kłykieć kości udowej. Do kadry wrócił po ponad 400 dniach. Potem były wypożyczenia do Criciúmy, Estorilu i Remo, czyli raczej szukanie dawnego siebie niż marsz po transfer do topowej ligi. W Remo zagrał 14 razy i strzelił dwa gole, ale po zakończeniu wypożyczenia odszedł.
Dlatego to nie jest transfer bez ryzyka. To zakład. Widzew bierze piłkarza z doświadczeniem z wielkich meczów i karierą, która wyraźnie skręciła w złą ulicę. Jeżeli zdrowie wytrzyma, a głowa nadal chce grać na poważnie, de Paula może być jednym z najmocniejszych pomocników ligi. Jeżeli nie – zostanie głośne nazwisko, kilka ładnych wspomnień i pytanie, kto, podpisał zgodę.
Ale właśnie takie transfery są najciekawsze. Bez gwarancji, za to z realnym sufitem. Widzew nie kupuje pewniaka. Kupuje możliwość, że odbuduje piłkarza znacznie większego niż Ekstraklasa.
