Bayern Monachium nie musi wydawać oficjalnego komunikatu, żeby poinformować zawodnika, że stał się zbędny. Czasami wystarczy usunąć jego zdjęcie z klubowej strony.
Z oficjalnej prezentacji pierwszego zespołu zniknęli João Palhinha, Sacha Boey, Bryan Zaragoza oraz Armindo Sieb. Nie rozwiązano z nimi kontraktów, ale sygnał jest czytelny: szukajcie nowych pracodawców, bo tutaj miejsca już nie ma.
Max Eberl wcześniej otwarcie przyznawał, że Boey, Palhinha i Zaragoza nie odgrywają roli w planach drużyny. Problem polega na tym, że wszyscy mają jeszcze długie umowy. Dwaj pierwsi są związani z Bayernem do 2028 roku, Zaragoza nawet rok dłużej. Klub może więc chcieć sprzedaży, ale zawodnik ma pełne prawo zostać, pobierać pensję i cierpliwie czekać.
Bayern zastosował publiczną presję, która może pomóc w opróżnieniu szatni, lecz niekoniecznie przy negocjacjach. Każdy zainteresowany klub doskonale wie, że monachijczycy chcą się pozbyć tej czwórki. Trudno w takich warunkach udawać, że cena jest nienegocjowalna.
Najbardziej wymowna jest sytuacja Palhinhi. Portugalczyk jeszcze niedawno miał być brakującym elementem środka pola. Dzisiaj nie ma go nawet w internetowym katalogu zespołu. W Bayernie droga od wymarzonego transferu do cyfrowego niebytu potrafi być wyjątkowo krótka.
