22 miliony euro netto rocznie i umowa aż do 2031 roku. Dla zwykłego człowieka pieniądze z kategorii „nie potrafię tego zapisać bez kalkulatora”, dla Viniciusa – oferta niewystarczająca.
Brazylijczyk odrzucił propozycję Realu, bo jego otoczenie domaga się również premii za podpis. Cały pakiet miałby zbliżyć zarobki skrzydłowego do około 30 milionów euro, czyli poziomu Kyliana Mbappe. Klub nie chce się zgodzić, ponieważ za chwilę podobnego bonusu zażądałaby połowa szatni.
W tle krąży Arsenal, choć na razie bez formalnej oferty. To jeszcze nie rozwód, ale cierpliwość obu stron zaczyna się kończyć. Viniciusowi został rok kontraktu, więc zegar tyka przede wszystkim Realowi. Florentino Pérez może długo udawać pokerzystę, lecz utrata takiego piłkarza za darmo byłaby organizacyjną porażką, której nie dałoby się przykryć kolejną prezentacją na Bernabéu.
