InPost zakończył współpracę z PZPN-em. Cztery lata, około 10 milionów złotych rocznie, logo na treningówkach, bandach i materiałach promocyjnych. Teraz została dziura w budżecie i komunikat napisany językiem tak sterylnym, że można nim dezynfekować szatnię.
Oficjalnie mamy „ewolucję planów biznesowych”. Po ludzku: InPost uznał, że gdzie indziej jego pieniądze będą pracowały lepiej. Firma nie ucieka przecież z futbolu. Właśnie weszła na trzy lata do Ekstraklasy, gdzie dostaje całą ligę, cotygodniowe mecze, lokalne społeczności i regularną obecność, a nie tylko reprezentacyjny rollercoaster kilka razy w roku.
To powinno zaboleć PZPN bardziej niż sama utrata przelewu. Sponsor nie powiedział: „piłka nas już nie interesuje”. Powiedział raczej: „interesuje, tylko niekoniecznie wasza”.
Federacja oczywiście podziękowała, pochwaliła wspólne projekty i zapewniła o wysokich standardach organizacyjnych. Wszystko pięknie, tylko rachunków nie opłaca się standardami. Trzeba znaleźć firmę gotową wyłożyć grube miliony na produkt, który sportowo potrafi przypominać samochód ciągnięty na lawecie, a wizerunkowo regularnie sam rzuca sobie kłody pod nogi.
I tu zaczyna się większy problem. Podobne daty końcowe miały również umowy między innymi z STS-em, Biedronką i FAKRO. To nie musi oznaczać masowej ewakuacji sponsorów, ale PZPN znalazł się w momencie, w którym jego dział handlowy powinien pracować na trzy zmiany, a nie rozsyłać laurki o udanej współpracy.
Reprezentacja Polski nadal jest potężnym nośnikiem reklamowym. Tyle że marki nie kupują już samego orzełka i melodii hymnu. Chcą zasięgu, emocji i wiarygodności. Gdy wyników brakuje, atmosfera wokół związku śmierdzi, a kibic częściej przewraca oczami, niż czeka na mecz, nawet narodowa świętość przestaje być reklamowym samograjem.
PZPN znajdzie następcę, bo to wciąż za duży rynek, żeby nikt nie podniósł słuchawki. Pytanie brzmi: za ile i na jakich warunkach. Bo jeśli największy prywatny sponsor wybiera Ekstraklasę, to być może problemem nie jest futbol.
Problemem jest produkt, który sprzedaje federacja. I tego nie przykryje żaden elegancki komunikat.
