Przeprowadzka Roberta Lewandowskiego do Chicago była sportowym trzęsieniem ziemi, ale dla jego rodziny oznaczała coś znacznie większego niż zmianę klubu. Nowe miasto, nowa szkoła dla dzieci, nowe otoczenie i codzienność budowana praktycznie od zera. Anna Lewandowska dołączyła do męża dopiero po pewnym czasie, ale wygląda na to, że w Stanach nie zamierzała długo funkcjonować na walizkach.
Lewandowska od początku zaczęła szukać własnego rytmu. Treningi, bieganie, spacery po mieście, poznawanie nowych miejsc i ludzi – czyli dokładnie to, czym żyła również w Barcelonie. Chicago szybko przestało być dla niej anonimowym punktem na mapie, a zaczęło przypominać normalne miejsce do życia.
Nie jest tajemnicą, że wyjazd z Katalonii nie był dla rodziny łatwy. Anna wielokrotnie dawała do zrozumienia, że Barcelona stała się ich drugim domem i niewykluczone, że właśnie tam Lewandowscy osiądą już po zakończeniu kariery Roberta. Teraz jednak cała uwaga skupia się na USA.
Sam Lewandowski także nie potrzebował wiele czasu, żeby przypomnieć, po co Chicago go sprowadziło. Po trudniejszym wejściu zaczął odpowiadać bramkami, a później dołożył kolejne trafienie w barwach Fire.
I właśnie tutaj jest najlepsza puenta. Lewandowscy zmienili kontynent, ale nie zmienili sposobu działania. Robert ma strzelać, Anna budować własne projekty i trzymać rodzinę w ruchu.
Chicago miało wywrócić ich życie do góry nogami. Na razie wygląda raczej na to, że to Lewandowscy zaczynają urządzać Chicago pod siebie.
Źródło: Interia/Instagram Anny Lewandowskiej

A Hiszpanie też przyjechali? 😀