Tragedia w Nowej Hucie wyszła już daleko poza środowisko kibicowskie. W nocy z 20 na 21 sierpnia na osiedlu Willowym zaatakowany został 36-letni mężczyzna związany ze środowiskiem Hutnika Kraków. Mimo interwencji ratowników nie udało się go uratować. Policja potwierdziła, że sprawa ma związek ze środowiskiem kibicowskim, a do tej pory zatrzymano dziewięć osób.
Do sprawy odniosła się Wisła Kraków. Klub stanowczo potępił przemoc, ale jednocześnie sprzeciwił się automatycznemu przypisywaniu działań konkretnych osób całej społeczności Białej Gwiazdy.
To ważne rozróżnienie, choć samo oświadczenie problemu oczywiście nie rozwiązuje. Krakowskie porachunki kibicowskie od lat przestały mieć cokolwiek wspólnego z dopingiem, wyjazdami czy stadionową rywalizacją. Odbieranie szalików, napady i uliczne „polowania” to nie folklor trybun, tylko zwykła przestępczość. I dokładnie w tę stronę poszła również Wisła w swoim komunikacie.
Klub zapowiedział współpracę z policją i prokuraturą oraz podkreślił, że osoby stosujące przemoc same wykluczają się ze społeczności Wisły. To szczególnie istotne teraz, gdy po powrocie do Ekstraklasy klub znów odbudowuje sportową markę i przyciąga na Reymonta tysiące ludzi. Niedawno pisaliśmy, jak Wisła wygrała u siebie z Wisłą Płock i ponownie zrobiła przy Reymonta piłkarskie widowisko.

Nie pierwszy raz w ostatnich tygodniach wokół krakowskich klubów robi się gorąco. Tyle że spór Cracovii z Jarosławem Królewskim był futbolową przepychanką. Tutaj mówimy o śmierci człowieka. Tego nie da się wrzucić do jednego worka z „kibicowską wojną”.
Policja nadal prowadzi czynności i szuka świadków. Na tym etapie to organy ścigania, a nie internet, powinny wskazywać odpowiedzialnych.
Źródła: Komenda Miejska Policji w Krakowie, Wisła Kraków, Radio Kraków, Przegląd Sportowy Onet.
