Zwolnienie Kazimierza Moskala po zaledwie czterech kolejkach Ekstraklasy uruchomiło dobrze znany zestaw komentarzy. Że Wieczysta jest zabawką bogatego właściciela, że wszystko można tam kupić poza cierpliwością, a kolejny trener właśnie przekonał się, jak wygląda praca w klubie, w którym wynik ma być najlepiej na wczoraj. Część tej krytyki jest całkowicie zasłużona, szczególnie jeśli spojrzymy na historię zmian szkoleniowców przy Chałupnika. Gorzej, gdy przy okazji wrzuca się do jednego worka wszystko, co Wieczysta robi od kilku lat.
Bo jeśli największym grzechem tego klubu ma być fakt, że prywatny właściciel wykłada własne pieniądze i próbuje za nie szybko awansować, to polska piłka ma dość osobliwie ustawiony kompas moralny.
Wieczysta nie pojawiła się pięć lat temu
Warto zacząć od rzeczy banalnej, o której przy kolejnych dyskusjach łatwo zapomnieć. Wieczysta nie została założona przez Wojciecha Kwietnia na potrzeby realizacji piłkarskiego projektu. Klub istnieje od 1942 roku, tyle że przez zdecydowaną większość historii funkcjonował na poziomie kompletnie niewidocznym dla przeciętnego kibica spoza Krakowa.
Dopiero kapitał właściciela sprawił, że sportowa mapa zaczęła zmieniać się w szalonym tempie.
Jeszcze w sezonie 2020/21 Wieczysta występowała na szóstym poziomie rozgrywkowym. Później przyszły kolejne awanse, jedna wpadka w III lidze i ponowny marsz w górę. W ciągu sześciu sezonów klub zanotował pięć promocji, a jedynym przystankiem okazały się rozgrywki 2022/23, gdy mimo ogromnej przewagi finansowej nad konkurencją skończył sezon dopiero na trzecim miejscu.
| Sezon | Poziom rozgrywkowy | Rezultat |
|---|---|---|
| 2020/21 | VI | awans |
| 2021/22 | V | awans |
| 2022/23 | IV | 3. miejsce |
| 2023/24 | IV | awans |
| 2024/25 | III | awans przez baraże |
| 2025/26 | II | awans przez baraże |
| 2026/27 | I | Ekstraklasa |
Nie ma więc sensu udawać, że pieniądze nie skróciły tej drogi. Skróciły ją dramatycznie, bo pozwalały sprowadzać zawodników, których inne kluby na tych poziomach nawet nie próbowałyby przekonywać do rozmów. Jednocześnie historia sezonu 2022/23 przypomina, że przewaga finansowa nie działa jak kod wpisany przed rozpoczęciem rozgrywek. Dwa ostatnie awanse Wieczysta musiała wywalczyć w barażach, a historyczną promocję do Ekstraklasy przypieczętowała dopiero zwycięstwem 2:1 z Chrobrym Głogów. Klub został wtedy 88. uczestnikiem najwyższej ligi w Polsce. Ekstraklasa opisywała ten awans jako historyczny dla całej dzielnicy.
Kapitał zapewnił Wieczystej przewagę, ale nie kupił automatycznego awansu. To różnica, którą w tej dyskusji warto zachować.
Prawie 38 milionów złotych pokazuje skalę projektu
Jeżeli ktoś uważa Wieczystą za finansowego potwora niższych lig, nie musi specjalnie naciągać rzeczywistości. W oficjalnym sprawozdaniu za 2025 rok klub wykazał 37,96 mln zł przychodów z działalności statutowej oraz 36,8 mln zł kosztów. Rok zakończył niewielkim zyskiem netto, wynoszącym niespełna ćwierć miliona złotych. Dokument finansowy Wieczystej jest dostępny na stronie klubu.
Nie należy oczywiście brać jednej rubryki ze sprawozdania stowarzyszenia i bez żadnych zastrzeżeń porównywać jej z raportami finansowymi klubów działających w innych modelach. Mimo tego sama skala jest wymowna. Według raportu Grant Thornton wszystkie kluby I ligi w sezonie 2024/25 wygenerowały łącznie 288 mln zł przychodów, a prowadząca w zestawieniu Wisła Kraków osiągnęła 50,8 mln. Wieczysta operowała więc pieniędzmi charakterystycznymi dla naprawdę dużego projektu piłkarskiego, choć przez znaczną część tego okresu znajdowała się jeszcze niżej.
To właśnie dlatego jej błyskawiczny marsz drażnił część konkurencji. Na niższych szczeblach Wieczysta była trochę jak klub grający w innej dyscyplinie finansowej. Kiedy jednak dotarła do Ekstraklasy, przewaga przestała wyglądać aż tak kosmicznie.
W Ekstraklasie portfel nadal jest gruby, ale konkurencja już nie bieduje
Przez lata marka Wieczystej została obudowana nazwiskami, które do niższych lig schodziły zdecydowanie wcześniej, niż wynikałoby to wyłącznie ze sportowej logiki. Michał Pazdan, Sławomir Peszko czy Jacek Góralski budowali wizerunek klubu, który potrafi zapłacić tak, żeby różnica kilku poziomów rozgrywkowych przestała mieć znaczenie.
Dziś jednak Wieczysta działa już na rynku, na którym podobnych pieniędzy jest więcej. Kadra została wyraźnie wzmocniona, pojawili się Mateusz Wieteska, Bartosz Białek czy Efthymios Koulouris, ale beniaminek nie posiada zespołu wycenianego dwa razy wyżej od całej konkurencji. W zestawieniach Transfermarkt jego kadra oscyluje wokół kilkunastu milionów euro, czyli nadal ustępuje największym projektom Ekstraklasy.
Oczywiście wartość rynkowa kadry i lista płac to dwie zupełnie różne rzeczy. Wieczysta potrafi finansowo uderzyć znacznie mocniej, czego najlepszym przykładem jest Koulouris. Grek przyszedł bez odstępnego, ale według medialnych informacji jego wynagrodzenie może wynosić około miliona euro rocznie, a po doliczeniu premii, prowizji i bonusu za podpis koszt pierwszego sezonu przekracza tę kwotę.
To gigantyczne pieniądze jak na polskie warunki, tylko że tym razem klub nie rzuca ich na zawodnika, którego trzeba pół roku oglądać na YouTubie, żeby ustalić, czy w ogóle potrafi strzelać. Koulouris zdobył wcześniej 28 ligowych bramek dla Pogoni Szczecin, został królem strzelców i udowodnił swoją jakość w dokładnie tych samych rozgrywkach.
Na Golero pisaliśmy już o tym, jak agresywnie Wieczysta porusza się na rynku transferowym. Ten klub nie udaje, że interesuje go romantyczna walka o 14. miejsce. Chce skracać dystans do czołówki i płaci za możliwość zrobienia tego szybciej. Sam w sobie nie widzę w tym niczego gorszącego.
Największym problemem nie są pieniądze, tylko próba kupienia również czasu
Znacznie bardziej kontrowersyjne staje się to, co Wieczysta robi wtedy, gdy rezultat nie pojawia się wystarczająco szybko. Transfer można przeprowadzić w kilka dni, piłkarza przekonać wysoką pensją, ale drużyna nadal potrzebuje czasu, żeby nauczyć się funkcjonować. Tego elementu właścicielski portfel nie jest w stanie przyspieszyć tak łatwo.
Przypadek Kazimierza Moskala pokazuje to idealnie. Trener objął Wieczystą jesienią 2025 roku i kilka miesięcy później wprowadził ją do Ekstraklasy. Po historycznym awansie poprowadził drużynę w elicie cztery razy. Wygrał z Piastem 4:3, przegrał z Radomiakiem 1:2, Lechem 1:2 i Cracovią 2:3. Następnego dnia klub podziękował mu za pracę. Wieczysta potwierdziła rozstanie w oficjalnym komunikacie.
Trzy punkty po czterech kolejkach nie są dobrym wynikiem, ale trudno też znaleźć podstawy do stwierdzenia, że zespół kompletnie nie pasował do Ekstraklasy. Wszystkie porażki przyszły różnicą jednej bramki. Z Cracovią Wieczysta dwukrotnie wychodziła na prowadzenie i straciła punkty w ostatniej akcji, a statystycznie wcale nie została zdominowana. Miała 61 procent posiadania, więcej rzutów rożnych i według dostępnych modeli nawet nieco wyższe xG.
W spotkaniu z Piastem wydarzyło się zresztą coś równie charakterystycznego. Wieczysta jeszcze kilka minut przed końcem prowadziła 4:0, żeby ostatecznie drżeć przy wyniku 4:3. Problem był więc wyraźny: drużyna źle zarządzała końcówkami, traciła kontrolę i pozwalała rywalom wracać do spotkań.
W większości klubów byłby to temat na serię treningów, analizę zachowania zespołu po strzelonym golu i korekty personalne. Przy Chałupnika znów stał się tematem na zmianę szkoleniowca.
I tu krytycy Wieczystej dostają znacznie mocniejszą amunicję niż wtedy, gdy wypominają Kwietniowi samo wydawanie pieniędzy.
Przy Chałupnika trener długo nie powinien urządzać gabinetu
Lista szkoleniowców z ostatnich lat pokazuje, że przypadek Moskala nie jest odstępstwem od reguły. Po zakończeniu pracy przez Sławomira Peszkę drużynę prowadzili Rafał Jędrszczyk, Przemysław Cecherz, Gino Lettieri, ponownie Jędrszczyk, a później Moskal. Lettieri wytrzymał niecały miesiąc.
Można oczywiście odpowiedzieć prostym argumentem: właściciel płaci, więc ma prawo wymagać. Formalnie trudno z tym polemizować. Problem polega na tym, że w futbolu ciągłe używanie tego prawa generuje własne koszty, których nie widać w rubryce „odstępne”.
Każdy nowy trener zmienia trochę strukturę zespołu. Inaczej ustawia pressing, inaczej chce rozpoczynać akcje, przesuwa zawodników między pozycjami, tworzy nową hierarchię i sprowadza własny sztab. Przy częstych zmianach klub może więc regularnie kupować coraz lepszych piłkarzy, a jednocześnie co kilka miesięcy resetować proces, w którym ci piłkarze mieli zacząć tworzyć drużynę.
Najdroższym transferem Wieczystej może kiedyś okazać się właśnie ciągłe rozpoczynanie od początku.
Stadion pokazuje, że drużynę buduje się szybciej niż klub
Jeszcze lepiej skalę przyspieszenia Wieczystej widać poza boiskiem. Sportowo klub awansował szybciej, niż była w stanie rozwijać się infrastruktura.
W poprzednim sezonie mecze domowe trzeba było rozgrywać w Sosnowcu. Po awansie do Ekstraklasy udało się porozumieć z Wisłą Kraków w sprawie korzystania ze stadionu przy Reymonta. Oba kluby grają tam naprzemiennie, a Wieczysta partycypuje między innymi w kosztach związanych z murawą i przygotowaniem obiektu.
Nie ma w tym nic kompromitującego. Wynajęcie gotowego stadionu spełniającego wymagania Ekstraklasy jest znacznie rozsądniejsze niż budowanie prowizorycznej infrastruktury tylko po to, żeby móc powiedzieć, że wszystko jest własne.
Jednocześnie sytuacja dobrze pokazuje różnicę między zbudowaniem dobrej drużyny a zbudowaniem dużego klubu. Pierwszą można stworzyć podczas dwóch czy trzech udanych okien transferowych. Stadionu, akademii, wielopokoleniowej bazy kibiców, lokalnej pozycji i całego zaplecza organizacyjnego nie da się zamówić razem z napastnikiem.
Wieczysta sportowo dojechała już do Ekstraklasy, natomiast instytucjonalnie nadal próbuje ją dogonić. To nie zarzut, tylko naturalna konsekwencja tego, jak szybko wszystko się wydarzyło.
Skąd więc ta alergia na Wieczystą?
Polski futbol bardzo mocno wierzy w hierarchię zbudowaną przez historię. Wisła ma mistrzostwa, europejskie mecze i wielką publiczność. Widzew, Górnik czy Ruch mogą przechodzić katastrofy organizacyjne, ale pozostają dla kibiców „dużymi klubami”, ponieważ stoi za nimi kilkadziesiąt lat tradycji, rodzinnych historii i pełnych stadionów.
Wieczysta pojawiła się przy tym stole bez całego rytuału przejścia. Jeszcze niedawno grała z klubami kompletnie anonimowymi dla masowej publiczności, nie posiada własnego dużego stadionu i nie wychowała kilku pokoleń kibiców, a dziś potrafi przebić na rynku ofertę klubu, który przez dekady występował w Ekstraklasie.
To siłą rzeczy drażni, bo burzy stary porządek. Tylko że futbol nigdy nie był konkursem na największą liczbę punktów za historię. Jeśli ktoś przejmuje istniejący klub, inwestuje własne pieniądze, przestrzega zasad i wygrywa kolejne ligi, nie istnieje żaden obowiązek odczekania dwudziestu lat, zanim będzie mu wolno walczyć z Legią, Lechem czy Wisłą.
Co więcej, polska piłka od lat nie ma większego problemu z pieniędzmi samorządów, państwowych spółek, możnych sponsorów czy prywatnych właścicieli, którzy co sezon dokładają do klubów miliony. Dziwnie byłoby więc nagle uznać, że kapitał staje się czymś podejrzanym dopiero w momencie, gdy ktoś wykorzystuje go wyjątkowo skutecznie.
Wieczysta może zrobić Ekstraklasie bardzo dobrze
Trzeci krakowski klub na najwyższym poziomie daje lidze kolejne derby, więcej głośnych nazwisk, większą konkurencję transferową i dodatkowe zainteresowanie meczami, które bez Wieczystej nie wywołałyby podobnego szumu. Po jej awansie po raz pierwszy od 1953 roku Kraków ma trzy drużyny w Ekstraklasie, co samo w sobie tworzy historię na cały sezon.
A lokalna piłka i tak należała już do najbardziej konfliktowych w kraju. Na Golero opisywaliśmy niedawno kolejną odsłonę sporu Wisły z Cracovią. Teraz do tego układu wszedł jeszcze trzeci klub, który nie zamierza czekać grzecznie w kolejce.
To może być dla ligi świetne, dopóki Wieczysta nie zacznie wierzyć, że skoro płaci więcej, futbol ma obowiązek zachowywać się zgodnie z biznesplanem. Nie ma takiego obowiązku.
Można zatrudnić króla strzelców, ściągnąć reprezentanta Polski, wynegocjować stadion i zaproponować pensję, której konkurencja nie przebije. Nie da się jednak kupić gwarancji, że w doliczonym czasie Ajdin Hasić nie wrzuci piłki, która po chwili znajdzie się w bramce.
I dlatego zwolnienie Moskala po czterech kolejkach mówi dziś o Wieczystej więcej niż wszystkie wysokie kontrakty razem wzięte. Pieniądze pozostają największą przewagą tego projektu, ale jeżeli klub będzie próbował za ich pomocą kupować również czas, ta sama przewaga może kiedyś stać się jego największą słabością.
Źródło: opracowanie własne na podstawie sprawozdania finansowego KS Wieczysta, danych Ekstraklasy, Grant Thornton, Transfermarkt i oficjalnych komunikatów klubu
