Jakub Kiwior chyba znalazł najbardziej irytujący sposób na rozpoczęcie sezonu. Drugi ligowy mecz z rzędu trafił do siatki i drugi raz jego gol został anulowany.
Przeciwko Arouce reprezentant Polski huknął z dystansu i przez moment mógł cieszyć się z kapitalnego trafienia. VAR wykazał jednak spalonego. Wcześniej niemal identyczny scenariusz spotkał Kiwiora w meczu z Rio Ave.
Można żartować z pecha, ale dla Porto ważniejsze jest coś zupełnie innego. Zespół wygrał 2:0 i po trzech kolejkach ma dziewięć punktów oraz bilans bramek 6:0. Polak może więc nie mieć oficjalnego trafienia, za to jest częścią defensywy, której na razie nikt w lidze nie potrafił pokonać.
To z perspektywy reprezentacji Polski nawet lepsza wiadomość niż przypadkowy gol po stałym fragmencie.
Porto daje Kiwiorowi regularność, odpowiedzialność przy wyprowadzaniu piłki i możliwość gry w zespole dominującym. A właśnie przy wysoko ustawionej obronie najlepiej widać, czy stoper potrafi bronić dużą przestrzeń.
Co ciekawe, portugalski klub ma w tym sezonie naprawdę mocny polski wątek. Na Golero pisaliśmy ostatnio również o sytuacji Oskara Pietuszewskiego: problem młodego Polaka w Porto.
Źródło: FC Porto
