Robert Lewandowski nie musiał strzelać gola ani nawet wychodzić w pierwszym składzie, żeby zostać główną postacią wieczoru w Harrison. Mecz z New York Red Bulls był rozgrywany w ramach „Polish Heritage Night”, więc od początku było wiadomo, że na trybunach pojawi się sporo biało-czerwonych akcentów. Chyba nikt nie zakładał jednak, że momentami stadion gospodarzy będzie reagował na Polaka jak na własnego zawodnika.
Najlepiej pokazała to scena z maskotką Red Bulls. Redd pojawił się z bębnem i próbował rozkręcić doping dla miejscowej drużyny, ale kibice szybko wykorzystali wystukiwany rytm po swojemu. Z trybun poniosło się głośne „Lewandowski! Lewandowski!”.
Wyszło dość kuriozalnie. Maskotka gospodarzy nadaje tempo, a publiczność śpiewa nazwisko napastnika rywala.
To nie był zresztą jedyny taki moment. Gdy Lewandowski pojawił się na rozgrzewce, trybuny od razu się ożywiły, a na stadionie nie brakowało koszulek reprezentacji Polski, Barcelony czy Chicago Fire z jego nazwiskiem. Przy dużej Polonii mieszkającej w Nowym Jorku i New Jersey można było się spodziewać zainteresowania, ale skala dopingu pokazała, jak mocno nazwisko 38-letniego napastnika nadal działa w Stanach.
Po spotkaniu mówił o tym również Julian Zakrzewski Hall. Młody zawodnik Red Bulls, mający polskie korzenie, przyznał, że wsparcie, jakim Lewandowski cieszy się wśród Polaków, zrobiło na nim spore wrażenie.
Sam przebieg meczu opisywaliśmy już wcześniej na Golero, dlatego tym razem znacznie ciekawsze było to, co wydarzyło się poza boiskiem. Lewandowski przyjechał do Harrison jako przeciwnik, a momentami można było odnieść wrażenie, że gra u siebie.
Źródło: MLS
