Chelsea i ogromne wydatki transferowe to już żadna sensacja. Od wejścia nowych właścicieli Stamford Bridge zdążyło zobaczyć tylu nowych piłkarzy, że część kibiców pewnie potrzebowałaby Transfermarktu, żeby przypomnieć sobie wszystkich. Tego lata Londyńczycy znów przesunęli granicę – według „Financial Times” wydali około 408 milionów euro.
Sama liczba wygląda absurdalnie. Ciekawsze jest jednak to, na kogo tym razem poszły pieniądze.
Największym transferem został Morgan Rogers. Chelsea zapłaciła Aston Villi około 117 milionów funtów, czyli blisko 138 milionów euro. 23-latek kosztował majątek, ale nie jest kolejnym zawodnikiem kupionym po kilkunastu dobrych meczach w Portugalii czy Brazylii. Ma już wyrobioną markę w Premier League i przychodzi jako piłkarz mający wejść do podstawowego składu Xabiego Alonso od razu.
Podobnie wygląda transfer Maxence’a Lacroix. Za 26-letniego stopera Crystal Palace zapłacono około 52 milionów funtów. To zawodnik ograny w Anglii, po mundialu z reprezentacją Francji i przede wszystkim daleki od kategorii „projekt na przyszłość”.
Chelsea odkryła, że doświadczenie jednak istnieje
Najbardziej nietypowe ruchy przyszły jednak gdzie indziej. Danny Welbeck ma 35 lat. Jordan Henderson 36. Obaj trafili tego lata do Chelsea.
Jeszcze niedawno taki duet kompletnie nie pasowałby do polityki klubu. Sky Sports zwraca uwagę, że przed sprowadzeniem Welbecka Chelsea ostatni raz zapłaciła za zawodnika starszego niż 26 lat przy transferze Pierre’a-Emericka Aubameyanga, cztery lata wcześniej. Co więcej, przez dwa lata w pierwszym zespole nie wystąpił nawet piłkarz po trzydziestce. To dobrze pokazuje, jak ekstremalnie młoda była budowa kadry.
Chelsea chciała kupować piłkarzy wcześnie, podpisywać z nimi bardzo długie kontrakty, rozwijać ich i ewentualnie sprzedawać z zyskiem. Biznesowo można było znaleźć w tym logikę. Problem pojawiał się wtedy, gdy na boisku grupa bardzo utalentowanych dwudziestolatków miała zachowywać się jak zespół gotowy walczyć o mistrzostwo Anglii.
Potencjału było mnóstwo, ludzi mających uspokoić mecz przy prowadzeniu 1:0 znacznie mniej.
Welbeck nie został sprowadzony po to, żeby za trzy lata Chelsea sprzedała go do Realu Madryt za 80 milionów. Henderson też nie wygeneruje żadnej przyszłej wartości transferowej. Mają dać szatni coś znacznie prostszego: doświadczenie.
400 milionów nie poszło tylko na weteranów
Nie oznacza to oczywiście, że Chelsea nagle porzuciła swoją obsesję na punkcie młodych zawodników.
Marco Palestra ma 21 lat, Geovany Quenda jest jeszcze młodszy, Valentín Barco ma 22, Emmanuel Emegha 23 lata. Klub nadal podpisuje długie kontrakty – Palestra dostał umowę do 2033 roku, Quenda do 2034, Barco również do 2033. Zmieniły się raczej proporcje.
Obok zawodników, których wartość może rosnąć przez kolejne lata, pojawili się Rogers, Lacroix, Welbeck czy Henderson. Czyli ludzie, od których oczekuje się konkretnego wpływu teraz.
Chelsea nie przestała być Chelsea. Nadal wydaje pieniądze w sposób, przy którym większość europejskich klubów nawet nie próbuje konkurować. Tego lata ściągnięto między innymi Rogersa, Lacroix, Quendę, Palestrę, Barco, Emeghę, Welbecka i Hendersona. Oficjalna lista klubu wygląda bardziej jak przebudowa połowy kadry niż normalne okno transferowe.
Ale jednocześnie Londyńczycy sprzedawali. Marc Cucurella trafił do Realu Madryt, Andrey Santos do Manchesteru United, Trevoh Chalobah do Como, a Tyrique George został wykupiony przez Everton. Sam Santos przyniósł około 50 milionów funtów, Cucurella niewiele więcej.
„Financial Times” szacuje więc wydatki netto Chelsea na około 245 milionów euro. Nadal potężne, ale jednak wyraźnie mniejsze niż nagłówkowe 408 milionów.
Teraz nie ma już wymówki
I właściwie tutaj dochodzimy do najważniejszego punktu. Można było tłumaczyć poprzednie sezony młodością, przebudową, zmianami trenerów czy koniecznością dania zawodnikom czasu. Po kolejnym oknie za ponad 400 milionów euro takie argumenty zaczynają brzmieć słabo.
Xabi Alonso dostał zespół, który ma nie tylko potencjał. Ma też doświadczenie, zawodników znających Premier League i jednego z najdroższych nowych piłkarzy świata.
Chelsea nie musi od razu zdobyć mistrzostwa, bo w Anglii konkurencja jest potężna. Ale kolejnego sezonu spędzonego na tłumaczeniu, że „projekt potrzebuje czasu”, nikt już na Stamford Bridge nie kupi. Zwłaszcza że ostatni skończył się 10. miejscem i brakiem europejskich pucharów.
Źródła: Financial Times, Sky Sports, oficjalna strona Chelsea.
