Lech Poznań dostał ostatnią przeszkodę przed fazą ligową Ligi Europy. Będzie nią FC Thun – świeżo upieczony mistrz Szwajcarii, ale jednocześnie zespół, który w nowy sezon wszedł z dość konkretnym kacem.
Thun rok temu zrobił rzecz absurdalną: jako beniaminek wygrał ligę, zostawiając za plecami Basel i Young Boys. Latem stracił jednak architekta tego sukcesu. Mauro Lustrinelli odszedł do Unionu Berlin, a drużynę przejął Gian-Luca Privitelli. I na razie maszyna wyraźnie zgrzyta.
W lidze Szwajcarzy zdążyli dostać 0:6 od Young Boys i 2:4 od Basel. W Europie też nie wyglądają jak ktoś, przed kim trzeba chować się pod stół. Dinamo Zagrzeb wyrzuciło ich z eliminacji Ligi Mistrzów po 1:1 i 2:3 po dogrywce. Później Thun przeszedł Víkingur Reykjavík 5:3 w dwumeczu. Solidnie, bez żadnej demonstracji siły.
Dla Kolejorza to rywal z kategorii: trzeba szanować, ale nie ma sensu dorabiać mu rogów. Po całym cyrku z podróżą na Wyspy Owcze Lech rozbił KÍ Klaksvík 5:0 i przynajmniej na chwilę przypomniał, jak duży ma potencjał ofensywny. Już po losowaniu układ dla Lecha wyglądał korzystnie.
Pierwszy mecz odbędzie się 20 sierpnia w Poznaniu. Klub podał godzinę 19:00. Rewanż UEFA wyznaczyła na 27 sierpnia w Thun. Stawka jest prosta: zwycięzca wchodzi do Ligi Europy, przegrany ląduje w fazie ligowej Ligi Konferencji.
Patrząc na sierpniową formę mistrza Szwajcarii, Lech naprawdę nie dostał złego losu. Teraz wypada tylko go nie zmarnować.
