Rangers FC przyjechało do Białegostoku jako klub z wielką historią, głośną nazwą i jeszcze głośniejszymi oczekiwaniami. Wyjechało z porażką 1:2 i szkockimi gazetami, które raczej nie zamierzały głaskać swoich piłkarzy po głowach.
Początek wcale nie zapowiadał katastrofy. Rangers objęli prowadzenie już w czwartej minucie po samobójczym trafieniu Guilherme Montoia. Można było pomyśleć: no dobrze, Jagiellonia dostała europejskiego giganta i właśnie zaczyna się bolesna lekcja.
Tyle że gospodarze najwyraźniej nie przeczytali scenariusza. Jeszcze w pierwszej połowie sytuacja została odwrócona, a bohaterem został Kajetan Szmyt. Jagiellonia wykorzystała problemy szkockiej defensywy i w kilkanaście minut zrobiła z 0:1 wynik 2:1.
Po meczu w szkockich mediach rozpoczęło się tradycyjne narodowe święto pod tytułem „kto jest winny?”. „The Scottish Sun” określił występ Rangers jako katastrofalny, a uwagę zwracano przede wszystkim na błędy w obronie i fakt, że goście sami wypuścili spotkanie z rąk.
Trener Derek McInnes również nie udawał, że wydarzył się wypadek przy pracy. Jednocześnie zapowiedział, że na Ibrox jego drużyna będzie wyglądała zdecydowanie lepiej.
Rewanż odbędzie się 13 sierpnia. Wtedy dopiero dowiemy się, czy w Szkocji była to chwilowa „katastrofa”, czy początek większego pożaru.
