Jules Koundé ma kontrakt z Barceloną do 2030 roku, regularnie gra i nie jest zawodnikiem wystawionym na parking z kartką „sprzedam”. Mimo tego Arsenal sprawdza możliwość sprowadzenia Francuza.
Kataloński „Sport” informuje, że mistrzowie Anglii monitorują sytuację obrońcy. Oficjalnej oferty jeszcze nie ma, ale ważniejsze jest coś innego: Barcelona ma być gotowa rozmawiać, jeśli na stole pojawią się odpowiednio duże pieniądze.
Koundé w poprzednim sezonie zaliczył 47 występów, trzy gole i cztery asysty. Jednocześnie Hansi Flick coraz chętniej korzysta na prawej stronie z Erica Garcíi, a do Katalonii ma wrócić João Cancelo.
Czyli klasyczny przypadek zawodnika, którego Barcelona nie musi sprzedawać, ale może bardzo szybko policzyć kalkulator, jeśli Arsenal przyjdzie z walizką.
Zwłaszcza że w Katalonii trwa większe przemeblowanie. Robert Lewandowski już odszedł, a Golero pisało, że Barcelona nadal nie znalazła jego oczywistego następcy. Do tego dochodzi kosztowna operacja związana z Rodrim.
Koundé nie jest problemem Barcelony. Może natomiast zostać sposobem na rozwiązanie kilku innych problemów. Na razie Arsenal patrzy. Jeżeli zacznie płacić, zrobi się znacznie ciekawiej.
