Inter Miami podpisał Casemiro. Brazylijczyk trafił na Florydę jako wolny zawodnik i związał się z klubem do końca sezonu 2027, z możliwością przedłużenia umowy aż do czerwca 2029 roku. Formalnie brakuje jeszcze wizy P-1, ale to już tylko urzędnicza robota.
Nazwisko jest potężne. Pięć triumfów w Lidze Mistrzów, trzy mistrzostwa Hiszpanii, Copa América, 91 spotkań w reprezentacji Brazylii. Casemiro nie przyjeżdża do MLS z medalem wygranym przypadkiem albo po jednym dobrym sezonie. Przez lata był ochroniarzem środka pola Realu Madryt, człowiekiem od gaszenia pożarów, których inni nawet jeszcze nie zauważyli.
Tyle że Inter Miami nie sprowadza piłkarza z 2017 roku. Sprowadza 34-letniego pomocnika po intensywnym okresie w Manchesterze United, gdzie obok bardzo dobrych występów zdarzały mu się mecze, w których tempo Premier League zwyczajnie wyciągało go z pozycji. Tego nie ma sensu pudrować. Nogi nie pracują już jak dawniej, regeneracja trwa dłużej, a nazwisko nie odbiera piłki.
W MLS może jednak dostać dokładnie to, czego potrzebuje: mniej chaosu, więcej kontroli i rolę ustawioną pod jego atuty. Casemiro nadal świetnie czyta grę, potrafi ustawić partnerów, wejść twardo bez zbędnego pajacowania i dać drużynie spokój w najgorszym momencie. Inter Miami kupił nie tylko defensywnego pomocnika, ale też boiskowego dowódcę.
Oczywiście klub Beckhama po raz kolejny idzie znaną drogą: wielkie nazwisko, ogromny zasięg, kolejna koszulka do sprzedania. Tyle że ten transfer ma więcej sensu niż zwykłe ściąganie gwiazdy na emeryturę. Miami potrzebowało zawodnika, który posprząta środek pola i weźmie odpowiedzialność, kiedy mecz zacznie się sypać.
Pytanie nie brzmi więc, czy Casemiro ma odpowiednie CV. Ma CV, przy którym większość ligi może się, do cholery, schować. Pytanie brzmi, ile zostało w nim piłkarza zdolnego regularnie narzucać warunki.
Jeżeli ciało wytrzyma, Inter Miami dostał fachowca. Jeżeli nie — bardzo drogie wspomnienie najlepszego defensywnego pomocnika swojej epoki.




