Juventus pokazał domową koszulkę na sezon 2026/27 i tym razem projektanci adidasa najwyraźniej odłożyli prezentację z „rewolucyjnymi konceptami”. Są czarno-białe pasy, biały kołnierzyk polo i złote detale. Prosto, elegancko, po juventusowemu. Po eksperymentach przypominających kod kreskowy to zwyczajnie dobra wiadomość: klasyki nie trzeba co roku rozjeżdżać walcem kreatywności.
Inspiracją ma być sezon 1976/77, gdy Juve zdobyło pierwszy europejski puchar. Złoto pojawia się przy herbie, logo adidasa i numerach, ale nie robi z koszulki odpustowego garnituru. Premiera odbyła się 12 maja 2026 roku. W Wielkiej Brytanii wersja kibicowska kosztuje 85 funtów, meczowa 120, a długi rękaw 90. Tanio nie jest, ale futbol już dawno przestał udawać, że oficjalna koszulka to produkt dla każdego.
Wyjazdówka wraca do różu, czyli koloru używanego przez klub, zanim czarno-białe barwy stały się jego religią. Miękka różowa baza dostała delikatny wzór zebry, czarne wykończenia oraz klasyczne logo Trefoil. Efekt? Retro bez przebieranki na szkolny festyn. Koszulka weszła do sprzedaży 21 lipca, również za 85 funtów; wersja authentic kosztuje 120. To jeden z tych projektów, które na wieszaku mogą wyglądać dziwnie, ale na boisku prawdopodobnie zrobią robotę.

Najwięcej ryzyka bierze na siebie trzeci komplet. Według przecieków będzie czarny, ze złoto-szarymi dodatkami i płomieniami na dole. Brzmi jak koszulka drużyny grającej finał turnieju w FIFA Street, ale na zdjęciach nie wygląda źle. Z tyłu ma znaleźć się hasło „Youth since 1897”. Premiera spodziewana jest w sierpniu, więc na razie nie ma co traktować każdej grafiki z internetu jak tablic Mojżesza.
Bramkarze dostają dwa skrajne klimaty: pomarańczowy domowy model na bazie szablonu Tiro 26 oraz zielono-różową wyjazdówkę inspirowaną adidasem z 1994 roku. Pierwszy kosztuje 85 funtów, drugi pojawił się już w sklepie, choć dostępność bywa loterią.
Werdykt? Domowa jest najlepsza, różowa najbardziej charakterystyczna, trzecia może być albo hitem, albo cholernie drogą piżamą. Przynajmniej Juventus znów wygląda jak Juventus, a nie jak ofiara burzy mózgów w agencji reklamowej.




