Trzy lub cztery treningi w tygodniu, mecz, analiza rywala, przygotowanie zajęć, telefony od zawodników i weekend podporządkowany terminarzowi. Za to wszystko trener IV-ligowego klubu może otrzymywać kilka tysięcy złotych miesięcznie. Problem w tym, że na tym poziomie futbol jest już zbyt poważny, żeby traktować go jak hobby, a jednocześnie często płaci zbyt mało, żeby spokojnie żyć wyłącznie z prowadzenia pierwszej drużyny.
- Ile można zarobić w IV lidze?
- Cztery tysiące pensji. Ile to naprawdę za godzinę?
- Trener nie pracuje tylko wtedy, kiedy zawodnicy są na boisku
- IV liga jest profesjonalna przez kilka godzin dziennie
- Wielu trenerów ma drugi zawód
- Premia może zmienić rachunek
- Dlaczego jeden klub płaci 2000, a drugi 6000?
- Licencja też ma znaczenie
- Czy 4000 zł za prowadzenie IV ligi to dużo?
- Wielka odpowiedzialność za niewielkie pieniądze
Na pytanie „ile zarabia trener IV ligi?” nie da się odpowiedzieć jedną kwotą. PZPN nie publikuje zestawienia wynagrodzeń szkoleniowców, kluby nie mają obowiązku ujawniania kontraktów, a różnice finansowe między poszczególnymi IV ligami i samymi zespołami są ogromne.
Jeden trener pracuje w niewielkim klubie utrzymywanym głównie przez samorząd i kilku lokalnych sponsorów. Inny prowadzi byłego pierwszoligowca, którego właściciel otwarcie chce awansować na szczebel centralny. Formalnie obaj są trenerami IV ligi. Finansowo mogą funkcjonować w dwóch różnych światach.
Ile można zarobić w IV lidze?
Dostępne publicznie szacunki z 2025 i 2026 roku najczęściej umieszczają wynagrodzenie pierwszego trenera IV ligi w granicach około 1–6 tys. zł miesięcznie, przy czym inne zestawienia wskazują 3–6 tys. zł jako przedział spotykany w lepiej płacących klubach.
Te liczby należy traktować orientacyjnie, a nie jak oficjalną średnią. Nie istnieje wiarygodna ogólnopolska baza kontraktów trenerów IV ligi, na podstawie której można byłoby wyliczyć medianę wynagrodzeń.
W praktyce rynek można wyobrazić sobie mniej więcej tak:
| Sytuacja | Orientacyjne wynagrodzenie |
|---|---|
| niewielki klub z ograniczonym budżetem | 1–3 tys. zł |
| stabilny IV-ligowiec | 3–5 tys. zł |
| klub z wysokimi ambicjami | 5–6 tys. zł i więcej |
| trener z nazwiskiem / wyjątkowo bogaty projekt | indywidualne warunki |
Nie są to oficjalne stawki PZPN. Zwłaszcza ostatnia kategoria jest właściwie niemożliwa do zamknięcia w sztywnych widełkach.
W IV lidze można znaleźć kluby o historii sięgającej Ekstraklasy czy I ligi, ale również niewielkie organizacje z miejscowości liczących kilka tysięcy mieszkańców. Sam poziom rozgrywkowy nie mówi więc jeszcze wiele o możliwościach finansowych pracodawcy.
Cztery tysiące pensji. Ile to naprawdę za godzinę?
Załóżmy, że trener dostaje 4000 zł miesięcznie. Na papierze nie wygląda to źle, szczególnie jeśli ktoś traktuje prowadzenie drużyny jako dodatkowe zajęcie. Teraz policzmy czas.
Typowy IV-ligowy zespół może trenować trzy lub cztery razy w tygodniu. Przykładowo Tur Bielsk Podlaski przed sezonem 2026/2027 zapowiedział trzy jednostki tygodniowo, a w innych klubach spotykany jest także model czterech treningów.
Sam trening trwa około półtorej godziny. Praca trenera nie zaczyna się jednak wraz z pierwszym gwizdkiem. Trzeba wcześniej: przygotować jednostkę, ustalić podział zawodników, porozmawiać ze sztabem, przygotować sprzęt i przeanalizować sytuację kadrową.
Po treningu dochodzą rozmowy z piłkarzami, czasem analiza materiału, ustalenia dotyczące kolejnego dnia i oczywiście dojazd.
Jeżeli trzy treningi zabierają łącznie około dziewięciu godzin tygodniowo wraz z przygotowaniem, dochodzi mecz. Spotkanie u siebie może zająć trenerowi pięć godzin. Wyjazd potrafi pochłonąć siedem, osiem albo więcej.
Dodajmy analizę przeciwnika, obejrzenie materiałów, przygotowanie odprawy, ustalenie stałych fragmentów, rozmowy z działaczami, kontakt ze sztabem, obserwację potencjalnych transferów i sprawy organizacyjne.
Bardzo łatwo dojść do 20 godzin pracy tygodniowo. To około 87 godzin miesięcznie. Przy pensji 4000 zł daje to około: 46 zł brutto za godzinę pracy.
Przy 3000 zł byłoby to około: 35 zł brutto za godzinę. Dopiero przy wynagrodzeniu na poziomie 6000 zł miesięcznie ten sam model daje około: 69 zł brutto za godzinę.
A nadal nie uwzględniliśmy weekendów, podczas których daleki wyjazd potrafi zabrać praktycznie cały dzień.
To oczywiście modelowe wyliczenie, a nie opis każdego klubu. Pokazuje jednak, dlaczego sama miesięczna pensja może być myląca.
Trener nie pracuje tylko wtedy, kiedy zawodnicy są na boisku
Z zewnątrz najłatwiej zobaczyć półtorej godziny treningu. Tyle że przeprowadzenie treningu jest końcowym produktem wcześniejszej pracy.
Jeżeli w sobotę zespół gra przeciwko liderowi, trener może wcześniej obejrzeć dwa lub trzy jego mecze. Musi znaleźć schemat rozegrania piłki, sposób bronienia stałych fragmentów, zachowanie bocznych obrońców, moment uruchamiania pressingu.

Trener Ursusa Warszawa: Michał Taras. Źródło: Inesita744/ursuswarszawa.com
Potem trzeba przełożyć obserwacje na własną drużynę. Nie wystarczy stwierdzić: „Rywal źle broni prawą stronę”.
Trzeba jeszcze zaplanować, jak tę prawą stronę zaatakować zawodnikami, których ma się do dyspozycji we wtorek wieczorem po ich pracy, studiach albo szkole. I tutaj pojawia się największa specyfika tego poziomu.
IV liga jest profesjonalna przez kilka godzin dziennie
Jeden z trenerów niższych lig opisywał IV ligę jako poziom półzawodowy, na którym zawodnicy poświęcają około trzech godzin dziennie na trening i związane z nim obowiązki, a klub korzysta między innymi z fizjoterapii i odnowy biologicznej.
To bardzo dobrze oddaje specyfikę tego szczebla. Wymagania zaczynają przypominać profesjonalny futbol. Pieniądze – nie zawsze.
Trener może wymagać od zawodnika odpowiedniego odżywiania, regeneracji, przygotowania do meczu i realizowania skomplikowanej taktyki.
Kilka godzin wcześniej ten sam zawodnik mógł jednak pracować osiem godzin w zupełnie innym zawodzie.
Trener również może pojawić się na treningu bezpośrednio po własnej pracy. To dlatego prowadzenie IV-ligowej drużyny wymaga czasami innych umiejętności niż praca z profesjonalnym zespołem. Nie wystarczy znać taktykę.
Trzeba wiedzieć, kiedy można docisnąć zawodników, a kiedy środowa jednostka nie może być zbyt intensywna, bo połowa drużyny następnego ranka idzie do pracy.
Wielu trenerów ma drugi zawód
Przy kilku tysiącach złotych miesięcznie utrzymywanie się wyłącznie z pierwszej drużyny może być trudne. Dlatego szkoleniowcy niższych lig łączą prowadzenie seniorów z innymi zajęciami.
Dobrym przykładem jest Krzysztof Jezierski, trener IV-ligowego Stolema Gniewino, który równolegle pracuje jako nauczyciel wychowania fizycznego i związany jest ze szkoleniem w miejscowej szkole mistrzostwa sportowego.
Inni trenerzy prowadzą zespoły młodzieżowe, pracują w akademiach, prowadzą treningi indywidualne albo wykonują zawód całkowicie niezwiązany z futbolem.
Dzięki temu miesięczne 3000 czy 4000 zł za prowadzenie seniorów staje się dodatkiem do podstawowego dochodu. Ma to jednak swoją cenę.
Trener kończy pierwszą pracę, jedzie na trening, wraca wieczorem, przygotowuje kolejną jednostkę, a sobotę spędza na meczu.
W praktyce wolny wieczór albo weekend staje się w sezonie towarem deficytowym.
Premia może zmienić rachunek
Podstawa kontraktu nie musi być całym wynagrodzeniem. W klubach mogą pojawiać się premie: za zwycięstwa, serię dobrych wyników, określone miejsce w tabeli, zdobycie wojewódzkiego Pucharu Polski czy przede wszystkim awans.
Dlatego dwóch trenerów mających identyczną podstawę może zakończyć sezon z zupełnie innym dochodem.
Wyobraźmy sobie trenera zarabiającego 4000 zł miesięcznie, którego umowa przewiduje dodatkową premię za awans do III ligi.
Jeżeli klub osiągnie cel, efektywne roczne wynagrodzenie może wyglądać znacznie lepiej niż wskazuje sama miesięczna pensja. Problem jest oczywisty. Premia jest pieniędzmi warunkowymi.
Rata kredytu nie zależy od tego, czy napastnik wykorzysta karnego w ostatniej kolejce.
Dlaczego jeden klub płaci 2000, a drugi 6000?
Najważniejszy jest budżet. IV liga jest najwyższym poziomem wojewódzkim i obejmuje kluby działające w zupełnie różnych warunkach. PZPN klasyfikuje ją jako piąty poziom polskiego systemu ligowego.
W jednym klubie największym sponsorem jest gmina. W drugim funkcjonuje silna lokalna firma. W trzecim pojawia się prywatny właściciel, który chce w ciągu dwóch lat zagrać w III lidze.
Ambicje zmieniają rynek. Klub walczący wyłącznie o utrzymanie może zatrudnić miejscowego szkoleniowca, który zna zawodników i nie wymaga wielkiego zaplecza.
Projekt nastawiony na awans szuka kogoś z doświadczeniem, rozbudowanym sztabem, znajomością rynku transferowego i historią sukcesów. Taki trener ma znacznie mocniejszą pozycję negocjacyjną.
Licencja też ma znaczenie
Od czerwca 2026 roku trener z licencją UEFA B może być pierwszym trenerem zespołu IV ligi, czyli najwyższego poziomu wojewódzkiego.
III liga wymaga już co najmniej UEFA A. Powstaje więc ciekawy paradoks. Trener UEFA B może objąć czwartoligowy zespół, wygrać z nim rozgrywki i wywalczyć awans.
Po awansie nie będzie jednak posiadał odpowiednich kwalifikacji, aby na zwykłych zasadach nadal być jego pierwszym trenerem w III lidze.
Dla ambitnego szkoleniowca IV liga jest więc nie tylko miejscem pracy. Jest etapem kariery. Jeżeli chce iść wyżej, musi równolegle zbierać doświadczenie i przygotowywać się do UEFA A.
Czy 4000 zł za prowadzenie IV ligi to dużo?
Wszystko zależy od sytuacji. Dla nauczyciela WF, który prowadzi klub znajdujący się kilka kilometrów od domu, 4000 zł dodatkowego miesięcznego przychodu może być bardzo atrakcyjną propozycją.
Dla trenera dojeżdżającego 60 kilometrów w jedną stronę, poświęcającego cztery wieczory w tygodniu, analizującego mecze nocami i tracącego praktycznie każdą sobotę sytuacja wygląda inaczej.
Dlatego przy ocenie oferty ważniejsza od pytania: „Ile klub płaci?” może być odpowiedź na kilka innych:
Ile razy w tygodniu trenujemy? Jak daleko mam dojeżdżać? Czy klub zwraca koszty podróży? Czy mam asystenta i analityka? Czy odpowiadam za transfery? Czy prowadzę również inną grupę? Jak wyglądają premie? Czy wynagrodzenie jest wypłacane przez cały rok?
Dopiero wtedy można ocenić rzeczywistą wartość kontraktu.
Wielka odpowiedzialność za niewielkie pieniądze
Najbardziej charakterystyczne dla pracy trenera IV ligi jest zderzenie odpowiedzialności z wynagrodzeniem. Kiedy drużyna przegra pięć meczów z rzędu, nikt nie napisze w tabeli:
„Trener zarabia tylko 3500 zł, więc nie oceniajmy go zbyt surowo”.
Kibice chcą wyników. Zarząd chce wyników. Sponsor chce wyników.
Zawodnicy oczekują dobrych treningów, jasnych decyzji i sensownej organizacji. Presja może więc przypominać dużo wyższy poziom, chociaż przelew na konto zdecydowanie go nie przypomina.
I właśnie dlatego dla wielu trenerów IV liga nie jest jeszcze miejscem, w którym zarabia się poważne pieniądze.
Jest miejscem, w którym można zbudować nazwisko pozwalające kiedyś takie pieniądze zarabiać.
Kilka tysięcy złotych miesięcznie może być pensją. Najcenniejszą walutą na tym poziomie pozostaje jednak awans – najlepiej taki, który później można wpisać do CV.
