Robert Lewandowski zakończył kontrakt z Barceloną i przeniósł się do Chicago Fire. Katalończycy od ponad miesiąca wiedzą więc, że potrzebują nowej dziewiątki. Problem w tym, że na początku sierpnia nadal jej nie mają.
Najważniejszym celem pozostaje Julián Álvarez. Według hiszpańskich doniesień Barcelona proponowała za Argentyńczyka około 100 milionów euro, jednak Atlético Madryt nie zamierzało podejmować rozmów. Sprawa zrobiła się na tyle gorąca, że klub ze stolicy miał również podjąć działania prawne.
W Barcelonie przekonują, że nie będą się spieszyć. Brzmi rozsądnie, dopóki nie spojrzy się na terminarz. Rozgrywki zaraz ruszą, a najważniejszym kandydatem do gry na środku ataku może zostać Ferran Torres albo Dani Olmo ustawiony jako fałszywa dziewiątka. Do zespołu dołączyli Karim Adeyemi i Anthony Gordon, lecz żaden z nich nie jest naturalnym następcą Lewandowskiego.
Spokój Barcelony może być strategią negocjacyjną. Może też być zwykłą bezradnością. Atlético nie ma żadnego interesu w ułatwianiu transferu ligowemu rywalowi. Zwłaszcza po tym, jak w przestrzeni medialnej pojawiły się konkretne kwoty i nazwiska.
Lewandowski zostawił po sobie nie tylko gole. Zostawił również pozycję, której nie da się obsadzić samą wymianą podań. Barcelona może grać bez klasycznego napastnika. Tylko nie powinna udawać, że robi to z wyboru.
