Są transfery, przy których klub wypuszcza grafikę, kibice wpisują nazwisko w Google, a po pięciu minutach wszyscy zgodnie udają, że „może odpali”. Paulo Bernardo w Górniku Zabrze to jednak trochę inna historia.
Portugalczyk ma 24 lata, przeszedł akademię Benfiki, był kapitanem reprezentacji Portugalii U-21, a ostatnio należał do Celtiku. Nie przyjeżdża więc do Polski po dwóch latach siedzenia na trybunach w lidze, której transmisji nie potrafiłby znaleźć nawet jego agent. To zawodnik z normalnym, poważnym piłkarskim CV i w wieku, w którym wciąż można zrobić krok do przodu.
Mateusz Borek w Kanale Sportowym podsumował ten ruch krótko: „Mi się w pale nie mieści”. I trudno mu się dziwić.
Jasne, sama metryka i klub w rubryce „poprzedni pracodawca” niczego nie gwarantują. Ekstraklasa już nieraz brutalnie weryfikowała ludzi, którzy mieli wyglądać jak gwiazdy, a po miesiącu nie byli w stanie wygrać pojedynku z bocznym obrońcą Korony Kielce.
Ale tutaj profil transferu po prostu się zgadza. Górnik wypożyczył Bernardo z opcją wykupu. To ważny szczegół, bo zabrzanie nie sprowadzają go wyłącznie na kilkumiesięczną wycieczkę. Jeżeli Portugalczyk rzeczywiście pokaże jakość, klub może spróbować zrobić z tego coś więcej niż chwilowe wzmocnienie.
Szczerze? Górnik przestał wyglądać jak klub, który bierze to, co akurat spadnie ze stołu. Bernardo nie musi też dostawać czerwonego dywanu tylko dlatego, że przyjechał z Glasgow. Ma wygrać miejsce, dać jakość z piłką i pokazać, że nazwisko poprzedniego klubu nie jest jego największym atutem.
Jeżeli to wypali, za chwilę nikt nie będzie mówił o „ciekawym transferze”. Będzie się mówiło, że Górnik zrobił jeden z najmocniejszych ruchów tego okna.
Źródło: X/Kanał Sportowy/WP
