Raków zrobił swoje w Sztokholmie, wygrał z Hammarby 1:0 i zameldował się w kolejnej rundzie eliminacji Ligi Konferencji. Tyle że po końcowym gwizdku więcej niż o futbolu mówiło się o tym, co spotkało Mateusza Borka i Michała Żewłakowa.
Komentatorzy Kanału Sportowego mieli zostać przepędzeni z murawy przez ochronę. Według relacji Borka trzech pracowników zaczęło ich popychać, szarpać i straszyć policją, twierdząc, że nie mają odpowiednich akredytacji. Problem w tym, że Borek pokazał przed kamerą przepustkę takiego samego koloru, jaką mieli inni dziennikarze znajdujący się w tej samej strefie.
I tu robi się absurdalnie. Kanał Sportowy posiadał prawa do transmisji spotkania, więc trudno mówić o dwóch przypadkowych gościach, którzy po meczu postanowili pozwiedzać murawę. Tym bardziej że problemy zaczęły się wcześniej. Borek przekazał, że przez całą drugą połowę miał na monitorze obraz opóźniony o około trzy sekundy, a jego zgłoszenia pozostały bez reakcji.
Sam Raków może natomiast wracać ze Szwecji zadowolony. Po bezbramkowym pierwszym meczu częstochowianie wygrali rewanż 1:0, co ma znaczenie również dla rankingu UEFA Polski. Jeszcze przed tym dwumeczem pisaliśmy też o problemach zespołu Dawida Kroczka.
Piłkarsko? Robota wykonana. Organizacyjnie? Szwedzi zaliczyli wieczór zdecydowanie słabszy niż Hammarby na boisku.
Źródło: Kanał Sportowy
