Najpierw Rangers, teraz 4:0 z mistrzem Gruzji. Jagiellonia jest o 90 minut od czegoś, czego jeszcze nigdy nie zrobiła – awansu do właściwej fazy Ligi Europy. I po pierwszym meczu z Iberią naprawdę trudno wyobrazić sobie, żeby ten dwumecz jeszcze wypuściła.
Początek wcale nie zapowiadał spaceru. Iberia mogła trafić już po kilku minutach, ale Sławomir Abramowicz wyciągnął próbę Zviada Natchkebii. Jaga potrzebowała chwili, żeby wejść na swoje obroty. Potem ruszyła.
Jesus Imaz najpierw zmarnował karnego, dostał jednak powtórkę i za drugim razem trafił. Jeszcze przed przerwą Jeremy Agbonifo zrobił 2:0. Po zmianie stron Gruzini wpakowali piłkę do własnej bramki, a w doliczonym czasie Sergio Lozano odpalił strzał na 4:0.
Wynik wygląda jak demontaż, ale Jagiellonia nie była przez całe 90 minut bezbłędna. Iberia miała anulowanego gola, a w końcówce obiła poprzeczkę. Abramowicz znów musiał swoje zrobić.
Tyle że europejskie puchary nie są konkursem piękności. Na Ibrox Jagiellonia potrafiła dowieźć wynik z Rangers, a dziś zrobiła dokładnie to, czego oczekuje się od faworyta: kiedy przeciwnik dał jej miejsce, bezlitośnie go ukarała.
Przed dwumeczem pisaliśmy, że Iberia to ostatnia przeszkoda przed Ligą Europy. Po 4:0 słowo „przeszkoda” brzmi już trochę na wyrost.
