Lech dostał wiadomość, której przed FC Thun absolutnie nie potrzebował. Mikael Ishak wypada z gry na około trzy tygodnie. Badanie wykazało uszkodzenie I stopnia mięśnia dwugłowego, więc kapitana zabraknie w obu meczach play-off Ligi Europy.
To boli podwójnie. Ishak nie jest w Poznaniu tylko gościem od dostawiania nogi. To punkt odniesienia dla całego ataku, zawodnik, który potrafi uspokoić mecz, przytrzymać piłkę i w europejskich wieczorach zwykle nie chowa się za kolegami. A teraz Lech musi ogarnąć najważniejszy dwumecz lata bez swojego numeru dziewięć.
Pierwsza opcja? Allahyar Sayyadmanesh. Irańczyk wszedł do zespołu bez kompleksów: w siedmiu występach uzbierał trzy gole i asystę. Może grać na skrzydle, ale również jako napastnik, więc Niels Frederiksen ma przynajmniej sensowny wariant awaryjny. Problem w tym, że zastąpić Ishaka w składzie to jedno, a zastąpić jego wpływ na grę – zupełnie inna robota.
Do tego João Moutinho wciąż leczy stopę, choć Filip Jagiełło i Leo Bengtsson są coraz bliżej powrotu. Kadra Lecha nie rozsypała się na kawałki, ale margines błędu zrobił się wyraźnie mniejszy.
FC Thun, mistrz Szwajcarii, przyjeżdża do Poznania 20 sierpnia. Lech zagra pierwszy mecz u siebie, rewanż tydzień później. Jesień w Lidze Europy jest o dwa mecze stąd. Lech będzie musiał zrobić ten krok bez kapitana.
Źródło główne: Przegląd Sportowy Onet

Lech Poznan