Górnik Zabrze wrócił ze Stambułu z wynikiem, który da się odrobić, i rachunkiem, którego już raczej nikt nie anuluję. UEFA nałożyła na klub 50 tysięcy euro kary, czyli ponad 200 tysięcy złotych. Powód? Zamieszanie na sektorze gości podczas pierwszego meczu z Fenerbahçe.
I można teraz godzinami dyskutować, kto zaczął, kto pierwszy ruszył z łapami, jak zachowywała się turecka policja i czy kibice Górnika faktycznie byli głównymi winowajcami. UEFA takich debat urządzać nie zamierza. Był syf na trybunach, jest kara dla klubu. Prosta europejska matematyka.
Na samych 50 tysiącach euro sprawa się zresztą nie kończy. Górnik dostał również zakaz sprzedaży biletów na kolejny wyjazdowy mecz w europejskich pucharach, choć na razie kara została zawieszona na dwa lata. Innymi słowy: następny podobny numer i UEFA może już nie ograniczyć się do wyciągnięcia portfela.
Timing też jest, delikatnie mówiąc, słaby. Decyzja przyszła tuż przed rewanżem z Fenerbahçe, kiedy w Zabrzu powinno mówić się wyłącznie o tym, jak odrobić 0:1 ze Stambułu, a nie o regulaminie dyscyplinarnym i przelewach do Nyonu. Mecz odbędzie się 29 lipca o 20:00, a stawką jest awans do trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Przegrany nie wypada jednak z Europy – trafi do eliminacji Ligi Europy.
Sportowo sytuacja Górnika wcale nie wygląda beznadziejnie. Jedna bramka straty przeciwko Fenerbahçe to nie wyrok, szczególnie przy własnych trybunach. Problem w tym, że takie historie jak ta ze Stambułu są klubowi potrzebne mniej więcej tak, jak obrońcy żółta kartka po trzydziestu sekundach.
