Przez ponad pół godziny wyglądało to dla Śląska całkiem wygodnie. Piotr Samiec-Talar wykończył kontrę, Zagłębie biło głową w mur, a gospodarze mogli mieć pretensje głównie do siebie. Tyle że derby Dolnego Śląska mają to do siebie, że logika lubi z nich wyjść przed ostatnim gwizdkiem.
Po przerwie role się odwróciły. W 52. minucie Josip Corluka huknął zza pola karnego, a gdy pachniało już remisem, ten sam zawodnik dorzucił asystę po szybkim aucie. Levente Szabo zachował zimną krew w szesnastce i w 85. minucie zrobił 2:1. Bez wielkiej kombinacji, bez dziesięciu podań dla ozdoby. Zagłębie zauważyło moment nieuwagi i po prostu go wykorzystało.
Śląsk może mieć problem z tym wynikiem, bo po objęciu prowadzenia właściwie przestał tworzyć zagrożenie. To szczególnie irytujące po niedawnym 0:0 z Cracovią, o którym pisaliśmy na Golero. Zespół, który w maju wrócił do Ekstraklasy, nadal uczy się, że tutaj piętnaście słabszych minut potrafi skasować całą wcześniejszą robotę.
W Lubinie jest odwrotnie. Nie wszystko działało, ale Miedziowi nie odpuścili meczu po straconym golu. Latem kadra też była ruszana – choćby przez odejście Sebastiana Kowalczyka – ale w derbach liczyło się coś prostszego: reakcja.
