W Wolfsburgu miał być porządek. Po spadku z Bundesligi klub zabrał się za przebudowę, sprowadził Timona Wellenreuthera i jasno pokazał, że to on ma zostać nową jedynką. Kamil Grabara, choć nadal figuruje w kadrze, znalazł się gdzieś pomiędzy drzwiami a walizką.
Wellenreuther doznał urazu kolana w sparingu z Olympique Lyon i wypadł na kilka tygodni. Trener Tobias Strobl mógł więc sięgnąć po doświadczonego Pavao Pervana albo wrócić do Grabary. Nie zrobił ani jednego, ani drugiego. Postawił na Jakuba Zielińskiego, 18-letniego bramkarza z Polski, który nie rozegrał jeszcze oficjalnego meczu w pierwszej drużynie Wolfsburga.
I to jest decyzja z gatunku: albo za miesiąc wszyscy będą mówić o odwadze, albo po dwóch błędach ktoś zacznie pytać, kto do cholery wpadł na ten pomysł. Zieliński ma 194 centymetry wzrostu, rok temu trafił do Niemiec z akademii Legii i dotąd zbierał doświadczenie głównie w piłce młodzieżowej. Nie jest jednak przypadkowym chłopakiem wyciągniętym z autokaru. Wolfsburg śledził jego rozwój, dał mu treningi z seniorami, a w klubowej U-19 potrafił już ratować zespół mocnymi interwencjami w ważnych meczach.
Debiut ma nastąpić od razu przy mocnym świetle: w pierwszej kolejce 2. Bundesligi przeciwko Kaiserslautern, na Volkswagen Arenie.
Najciekawszy jest jednak kontekst Grabary. Jeszcze niedawno kosztował Wolfsburg grube miliony i miał dać spokój między słupkami. Teraz klub woli wystawić nastolatka, niż przywrócić reprezentanta Polski do bramki. To mówi więcej niż konferencyjne formułki o „sytuacji kadrowej”.
Dla Zielińskiego otworzyło się okno, którego nie da się zaplanować. Kontuzja rywala, bałagan po spadku, niepewna przyszłość Grabary – wszystko złożyło się w jedną, dużą szansę. Teraz wystarczy jej nie zepsuć.
Źródło: VFL Wolsburg
