Barcelona długo kręciła się wokół wielkich nazwisk, ale tym razem nie skończyło się na sondowaniu, telefonach i „zainteresowaniu”. Fabrizio Romano dał „here we go” przy transferze Rodriego z Manchesteru City. Anglicy zaakceptowali ostatnią ofertę, a Hiszpan dostał zgodę na przeprowadzkę do Katalonii.
Według informacji z Hiszpanii Barça ma zapłacić 65 milionów euro plus bonusy, a całość może dojść do około 75 milionów. Rodri ma związać się z klubem na cztery lata.
To jest transfer, którego nie trzeba sprzedawać filmikiem z efektami specjalnymi. Barcelona bierze faceta, który potrafi zrobić porządek w środku pola bez pięciu kontaktów z piłką i trzydziestu sekund zastanawiania. Do tego świeżo po mundialu, zakończonym przez Hiszpanię mistrzostwem świata.
Co ciekawe, jeszcze niedawno Rodriego mocno łączono z Realem. Barcelona jednak przyspieszyła rozmowy, wcześniej szykując miejsce w środku pola. City tymczasem musi myśleć o następcy, a w tle pojawia się między innymi temat Enzo Fernándeza.
Jest tylko jedno „ale”: kluby jeszcze oficjalnie nie ogłosiły transferu. Na stronie Barcelony Rodriego wśród potwierdzonych ruchów na tę chwilę nie ma.
Jeśli papierologia nie wysadzi tematu, Flick właśnie dostał zawodnika, przy którym określenie „wzmocnienie środka pola” brzmi zdecydowanie zbyt skromnie.
