W rozmowie z Foot Truckiem, Tomasz Kwiatkowski wrócił do dwóch decyzji, po których przekonał się, jak niewdzięczna potrafi być robota przy VAR-ze. Najpierw PSG – Newcastle w 2023 roku. Polak wezwał Szymona Marciniaka do monitora po zagraniu ręką Tino Livramento, PSG dostało karnego, a Kylian Mbappé wyrównał na 1:1. Kwiatkowski dziś przyznaje: zabrakło kilku sekund chłodnej analizy. UEFA zdjęła go wtedy z kolejnego meczu Ligi Mistrzów.
Znacznie ciekawsza jest jednak historia z Juliánem Álvarezem. W derbach Madrytu Argentyńczyk poślizgnął się przy rzucie karnym i minimalnie dotknął piłki nogą podporową. Kwiatkowski z VAR-u zgłosił podwójne dotknięcie, Marciniak anulował trafienie, Atlético odpadło i zaczęła się burza.
Tyle że tutaj robi się przewrotnie. UEFA oficjalnie potwierdziła później, że przy obowiązujących wtedy przepisach VAR musiał zareagować. Kwiatkowski wykonał więc instrukcję, a mimo to do końca sezonu nie dostał już meczu Ligi Mistrzów. Sam mówi, że najbardziej boli właśnie kara za decyzję, którą uważa za prawidłową.
Cała historia dostała jeszcze lepszą puentę kilka miesięcy później. IFAB zmienił interpretację: przy przypadkowym podwójnym kontakcie podczas karnego dziś zarządza się powtórkę.
Czyli Kwiatkowski zapłacił sportową cenę za zastosowanie przepisu, który chwilę później uznano za wymagający poprawki.
Źródła:
Foot Truck, Przegląd Sportowy Onet, UEFA, IFAB
