Wieczysta Kraków przez sześć lat przejechała drogę z okręgówki na salony, zaliczając pięć awansów. Pierwszy wieczór w Ekstraklasie przypomniał jej jednak prostą rzecz: tutaj nie płaci się za rozmach, nazwiska ani opowieść o wielkim projekcie. Tutaj płaci się za błędy. Radomiak wygrał 2:1, bo był konkretniejszy, spokojniejszy i miał Jana Grzesika.
Beniaminek nie przyjechał do Radomia po autografy. Przez sporą część meczu trzymał piłkę, próbował grać odważnie i nawet pierwszy trafił do siatki. Stefan Feiertag wykorzystał podanie Lucasa Piazona, lecz VAR znalazł minimalnego spalonego. Wcześniej Duje Dujmović zdążył złapać kartkę, balansować na granicy kolejnej i już w 33. minucie został zdjęty przez Kazimierza Moskala. Debiutancka trema? Raczej brutalne zderzenie z tempem ligi.
Radomiak długo nie zachwycał, ale nie musiał. Wystarczyło, że doczekał momentu, w którym Wieczysta straciła kontrolę nad własnym polem karnym. Najpierw Grzesik obsłużył Roberto Alvesa, a zaraz po przerwie sam wykończył akcję po podaniu Luquinhasa. Gol i asysta – pełen pakiet człowieka, który wiedział, gdzie ten mecz będzie rozstrzygany.
To też ważny sygnał dla całej ligi. Wieczysta ma kadrę pełną ludzi, którzy znają większe stadiony, mocniejsze szatnie i poważniejsze kontrakty. Tyle że doświadczenie zapisane w CV nie zawsze przekłada się na boiskowy porządek. W Radomiu momentami było widać zespół ciekawy, lecz jeszcze nie do końca złożony.
Wieczysta odpowiedziała. Feiertag, bohater baraży z Polonią Warszawa i Chrobrym Głogów, tym razem dopilnował linii spalonego i zdobył pierwszą bramkę klubu w historii Ekstraklasy. Potem Tobias Christensen obił słupek. Goście mieli 58 procent posiadania i oddali więcej strzałów, ale przewaga w tabelce nie naprawia skuteczności. W doliczonym czasie Mikkel Maigaard dostał drugą żółtą kartkę i było po sprawie.
Nie ma sensu urządzać beniaminkowi pogrzebu po jednym meczu. Wieczysta pokazała, że ma jakość, by nie być ligowym statystą.
Radomiak Radom – Wieczysta Kraków 2:1 (1:0)
1:0 Roberto Alves 43
2:0 Jan Grzesik 49
2:1 Stefan Feiertag 59
