Jeszcze niedawno PZPN chwalił się stabilnymi relacjami z biznesem. Dzisiaj ta stabilność zaczyna wyglądać jak krzesło z dwiema nogami. Po InPoście z listy partnerów federacji zniknął także TCL. Według SportMarketing.pl umowa z producentem elektroniki była warta około 3 mln zł rocznie.
Sama kwota nie rozwala budżetu związku. Problem zaczyna się wtedy, gdy położymy ją obok około 10 mln zł rocznie, które miał wnosić InPost. Pisaliśmy już na Golero, że odejście największego prywatnego sponsora reprezentacji jest dla PZPN poważnym problemem. Teraz zrobiło się jeszcze mniej przyjemnie.
Najciekawsze jest to, że TCL wszedł do reprezentacyjnego biznesu dopiero przed Euro 2024. W styczniu 2025 roku federacja wymieniała firmę wśród nowych partnerów i przedstawiała rozwój sponsoringu jako jeden ze swoich sukcesów.
Minęło kilkanaście miesięcy i obraz jest już zupełnie inny. Oczywiście PZPN nadal posiada mocne aktywa marketingowe. Reprezentacja Polski wciąż gwarantuje potężne zainteresowanie, transmisje i zasięgi. Tyle że sponsor kupuje nie tylko orzełka na koszulce. Kupuje też otoczenie produktu.
A wokół kadry w ostatnich latach spokoju było niewiele. Nawet Wojciech Szczęsny niedawno otwarcie mówił o biznesowej stronie funkcjonowania reprezentacji.
Dwa odejścia nie oznaczają jeszcze alarmu. Ale trzeci telefon od sponsora PZPN odbierałby już zapewne znacznie mniej spokojnie.
Źródło: WP SportoweFakty, SportMarketing.pl.
