Arkadiusz Milik w ostatnich latach częściej pojawiał się w komunikatach medycznych niż na boisku. Dlatego nawet gol w sparingu z Palermo ma dziś większy ciężar, niż normalnie miałaby bramka zdobyta w sierpniowym meczu kontrolnym. Juventus wygrał 2:0, Polak wszedł w 61. minucie i zamknął spotkanie akcją, która wyglądała jak wyjęta z jego lepszych czasów: trochę miejsca przed polem karnym, markowanie strzału, obrońca kupuje zwód, a potem precyzyjne uderzenie prawą nogą przy słupku.
Najciekawsze było coś innego: Milik zachował się jak napastnik, który nadal potrafi podjąć właściwą decyzję w ułamku sekundy. Takie detale po długiej przerwie znaczą więcej niż efektowny highlight wrzucony do mediów społecznościowych.
Sytuacja Polaka w Turynie jest zresztą dość osobliwa. Jeszcze niedawno można było zakładać, że Juventus będzie po prostu szukał sposobu, żeby zamknąć ten rozdział. Tymczasem Milik normalnie przepracowuje przygotowania z zespołem. Zaczął od pierwszej minuty sparing z Chelsea, nie zagrał z Interem, a przeciwko Palermo dostał pół godziny i wykorzystał ją konkretnie.
Co ciekawsze, we Włoszech pojawiła się narracja, że Luciano Spalletti wcale nie musi traktować Polaka jak zbędnego bagażu. „La Gazzetta dello Sport” pisała, że szkoleniowiec szuka klasycznej, fizycznej dziewiątki do gry w polu karnym i na trudne końcówki. Zdrowy Milik pasuje do takiej roboty znacznie bardziej, niż sugeruje jego status z ostatnich sezonów.
Oczywiście jeden gol z Palermo nie kasuje problemów zdrowotnych. Nie daje też żadnej gwarancji, że Milik nagle stanie się pierwszym wyborem Juventusu. W jego przypadku największym pytaniem nie jest dziś nawet forma strzelecka, tylko ciągłość. Czy organizm pozwoli mu trenować przez kilka miesięcy bez kolejnego zatrzymania?
