Lech Poznań wszedł w najważniejszy moment lata z problemem, którego Niels Frederiksen raczej nie planował w żadnym notesie taktycznym. Terry Yegbe i Yannick Agnero nadal są w Afryce, gdzie kończą formalności wizowe. Obaj mają odebrać dokumenty we wtorek, czyli dwa dni przed pierwszym meczem z FC Thun w play-offach Ligi Europy.
Do sprawy wszedł Marcin Bosacki. Wiceszef MSZ, a prywatnie kibic Lecha, odrzucił wersję, według której zawodnicy utknęli przez opieszałość resortu. Według niego kompletne dokumenty pojawiły się na początku sierpnia, procedura zajęła cztery dni robocze, a termin odbioru wiz był znany od poprzedniego wtorku. Bosacki dorzucił przy tym niewygodne pytanie: dlaczego załatwianie dokumentów zostawiono na środek eliminacji.
I właśnie tu leży problem. Nawet jeżeli wszystko skończy się dobrze, Lech przygotowuje się do jednego z najważniejszych dwumeczów sezonu w trybie „może zdążą”.
Kolejorz dopiero co rozbił KÍ Klaksvík 5:0 i awansował z bilansem 6:0. Teraz stawka jest większa: zwycięzca dwumeczu z Thun trafia do fazy ligowej Ligi Europy, przegrany spada do Ligi Konferencji. Pierwszy mecz już 20 sierpnia.

Lech Poznan