Konflikt na linii Pogoń Szczecin – Widzew Łódź najwyraźniej jeszcze się nie skończył. Właściciel Pogoni w obszernym wpisie odniósł się do zamieszania wokół transferu wolnego zawodnika, wcześniejszych rozmów z Łukaszem Masłowskim oraz publikacji medialnych dotyczących całej sprawy. Jego przekaz jest prosty: Widzew przegrał negocjacje i powinien to zaakceptować.
Haditaghi rozpoczął od mocnego uderzenia w część dziennikarzy. Zarzucił im budowanie narracji zanim jeszcze zostaną zweryfikowane fakty i zasugerował, że w całej historii z góry wyznaczono role „bohatera” oraz „czarnego charakteru”.
Jednocześnie potwierdził jedną z najważniejszych informacji: Pogoń rzeczywiście chciała zatrudnić Łukasza Masłowskiego.
Według właściciela szczecińskiego klubu doszło do tego jednak dopiero po tym, jak Pogoń otrzymała informację, że negocjacje Masłowskiego z Widzewem miały się zakończyć niepowodzeniem. Jak twierdzi Haditaghi, otoczenie działacza miało przekazać, że ten jest dostępny i zainteresowany rozmowami z innym klubem.
Pogoń przygotowała więc dla niego konkretną, pisemną ofertę. Masłowski jej nie przyjął.
Haditaghi zasugerował nawet, że propozycja Pogoni mogła posłużyć jako dodatkowa karta przetargowa w rozmowach z Widzewem. Podkreślił jednak, że nie ma o to pretensji, bo podobne zagrywki są czymś normalnym zarówno w futbolu, jak i w biznesie.
Znacznie bardziej zdenerwowała go późniejsza wymiana wiadomości. Właściciel Pogoni twierdzi, że Masłowski rozpoczął rozmowę od stwierdzenia, iż Haditaghi „ma dużo do powiedzenia”, a następnie miał poruszać kwestie honoru, lojalności, ludzi pracujących w Pogoni oraz przyszłości obu klubów.
Według Haditaghiego dyskusja dotycząca transferów pomiędzy Pogonią i Widzewem powinna przede wszystkim odbywać się pomiędzy władzami obu klubów.
Najbardziej interesujący fragment oświadczenia dotyczy jednak nieopublikowanej części prywatnej korespondencji.
Haditaghi zasugerował, że pełna rozmowa mogłaby postawić Masłowskiego w niewygodnej sytuacji. Według jego wersji miała ona dotyczyć rozmów związanych ze sprowadzeniem Darko do Widzewa jeszcze w czasie, gdy Masłowski formalnie pozostawał pracownikiem Jagiellonii.
To na tym etapie trzeba postawić wyraźne zastrzeżenie: jest to wersja przedstawiona przez właściciela Pogoni, a nie niezależnie potwierdzony fakt.
Haditaghi twierdzi, że nie ujawnił całej korespondencji właśnie dlatego, że dotyczyła ona także osób trzecich i mogła stworzyć problemy dla innych stron całej historii. Jednocześnie rzucił Masłowskiemu wyzwanie: jeżeli pełna rozmowa działa na jego korzyść, powinien opublikować ją w całości. Najostrzejsze słowa zostawił jednak dla reakcji Widzewa na sam transfer.
„Przegrali walkę o podpis wolnego zawodnika. Tyle” – przekonuje właściciel Pogoni.
Jego zdaniem w całej sprawie nie wydarzyło się nic, co wykraczałoby poza normalne realia rynku transferowego. Zawodnik nie był związany kontraktem z Widzewem, wysłuchał dwóch propozycji i ostatecznie wybrał Szczecin.
Haditaghi zaznaczył, że Pogoń również przegrywała w tym oknie walkę o piłkarzy i nie robiła z tego publicznej wojny.
Na koniec ponownie odniósł się do słów Masłowskiego dotyczących tego, gdzie Pogoń i Widzew znajdą się za dwa lata. Przyjął wyzwanie, ale dorzucił własne:
czy za 24 miesiące Łukasz Masłowski nadal będzie pracował w Widzewie Łódź?
Haditaghi deklaruje, że z jego perspektywy sprawa jest zamknięta. Patrząc jednak na temperaturę wymiany zdań, trudno uwierzyć, że będzie to ostatni rozdział tego konfliktu.
Źródło: Alex Haditaghi / X
